niedziela, 29 grudnia 2013

Koniec roku

Po raz enty obiecuję sobie, że poprawię się w pisaniu, ale poprawy nie widać ;)
W skrócie co u nas:
W wakacje zaliczyliśmy 10 dni nad naszym morzem w nadziei, że pod względem ilości infekcji będzie lepiej, ale na nadziei się skończyło. Od września (czytaj - od początku przedszkola - mimo że to drugi rok chodzenia) Hania zaliczyła 4 choróbska a w całym roku kalendarzowym aż pięciokrotnie miała antybiotyk.
Prawda jest taka, że jeśli ona czegoś nie przywlecze z przedszkola, ja przyniosę ze szkoły, niestety.
W tej chwili obie jesteśmy przeziębione, przy czym młoda przechodzi infekcję z gorączką.
Pozostaje mi chyba czekać, aż nabierze większej odporności. Po przygodzie z "szonlajnem" raz na pół roku badam krew, na szczęście wszystko dobrze.

Ale nie tylko o chorobach miało być.

 Moje dziecię ma zajęcia raz w tygodniu z przedszkolnym logopedą. I pytanie za 100 punktów: ile osób z grupy 22-osobowej ma problemy z mową i zajęcia z panią?
Odpowiedź - 17 osób :)
Słysząc, jak mówią inne dzieci, przestałam się przejmować. Tym bardziej, że młoda ma "słowotok", buduje piękne opowieści, jedynym problemem tak naprawdę jest "R", którego... jeszcze u nas nie ma ;)

Najważniejsze, że Hania uwielbia przedszkole, jak jest dłużej chora, ewidentnie tęskni. Czepiać mogłabym się menu, absolutnie nie jest to jadłospis "dziecięcy", ale młodej smakuje.

Z dialogów Hankowo-maminych:

Hania poszła do toalety na dłuższe posiedzenie. Po kilku minutach słyszę:
-Mamo, mam ploblem techniczny!
-Co się stało? - pytam
-Nie mogę zelwać papielu, pomóż mi!

Uczymy się hymnu (swoją drogą dziwi mnie fakt uczenia dzieci w przedszkolu hymnu państwowego). Młoda oczywiście ma swoją wersję, bo nie do końca rozumie słowa, no i przekręca na potęgę. Mamy więc:
"co nam owca przemoc wzięła, szablon odbijemy"
"z ziemi włoskiej do wioski"
"za twoim przewodem, skończył się pod płotem"

A propos przekręcania piosenek.
Z okazji Dnia Matki dzieciaki uczyły się piosenki, której słowa brzmią "Rosną sobie kwiatki na łące, maki chabry i goździki pachnące". Moje dziecko zaśpiewało mamusi"
"Losną sobie kwiatki na łące, nakichały i doździki pachnące"

Na zakończenie dodam, że młoda miała badany w tym roku słuch dwukrotnie. Wyniki są dobre :)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Do przodu

Od dwóch tygodni Hania zdrowa (tfu, tfu...). Na razie jeszcze w domu, po majowym weekendzie wraca do przedszkola, czego moje dziecię nie może się już doczekać.
Mam nadzieję, że i pogoda wyeliminuje wszelakie przeziębienia, bo mam już tego chorowania dosyć. Trzy antybiotyki plus Bactrim od stycznia do kwietnia to, jak dla mnie, stanowczo za dużo.

niedziela, 10 marca 2013

Chorobowo

Przez cały luty (nie licząc epizodów w grudniu i styczniu) młoda chorowała, zreszt a i wtej chwili jest chora, mamy przerwę w chodzeniu do przedszkola.
Grypa, gardło, oskrzela, ucho.
Pojutrze idziemy do alergologa, żeby określił co to za pięciotygodniowy kaszel - bo być może początki astmy oskrzelowej.

A poza tym?
Hania gada jak nakręcona, jak zwykle wiele rzeczy przekręca, np. Królewna Śmieszka, świat drogi, Ciajmada (choć ostatnio już wychodzi Ciamajda).

:)
Oby do wiosny

sobota, 2 lutego 2013

Po dłuuugiej przerwie...

Jakoś nie mogę się zmobilizować, by pisać regularnie.
Hania uwielbia chodzić do przedszkola, choć wygląda to tak, że tydzień chodzi, dwa tygodnie choruje.
Od ospy, którą miała w listopadzie, non stop walczymy a to z przeziębieniem, a to jelitówkami (były juz cztery plus pobyt w szpitalu z powodu odwodnienia).

Poza tym dowiedziałam się, że moje dziecko ma zdolności plastyczne. I cóż... nieskromnie i nieobiektywnie dodam, że jej prace faktycznie wyróżniają się spośród prac innych dzieci - są najbardziej staranne, estetyczne, ciekawe.
Za to młoda nie bardzo radzi sobie z angielskim - fakt, sporo zajęć opuściła, ale tak przekręca wyrazy, że hej.
Z ostatnich dialogów:

1).
-Haniu, co dziś było na obiad w przedszkolu?
Po dłuższym namyśle:
-Taka zupka z pieldziuszką.
-Jaką pierdziuszką??? Fasolą?
-Nie mamo, piel-dziu-szka, taka zielona!
-Aaa, o pietruszkę ci chodzi?
-No mówię psecież, że pieldziuszkę.

2)
Przed  świętami zabieramy się za pieczenie kruchych ciasteczek, a jako że nie mam w domu wałka, wzięłam z barku butelkę wódki. Wałkujemy, wałkujemy, po czym moje dziecię konstatuje:
-Popac mamusiu, jak ta wódka do wsystkiego się przydaje :)

3)
-Mamusiu, Patlyk będzie miał siostlę, ja tez chcę.
-Ale Haniu, mamuia już ciebie urodziła, to nie jest tak, że chcesz i od razu masz. Mamusia już ma dużo lat.
Młoda myśli, myśli... Po jakimś czasie wchodzi mąż.
-Tatusiu, ulódź mi blata!
-Tata nie może urodzić dziecka-stwierdził mój ślubny.
-Jak to nie tatusiu? Mama jest dziewcynką i ulodziła mnie - tez dziewcynkę. A ty jesteś chłopcem, to ulódź cłopca!!!

4)
Leżymy wieczorem w łóżku, gadamy o wszystkim i o niczym, w końcu Hania mówi:
-Wiesz mamuś, ozenię się z Tomkiem.
-A to jakiś twój dobry kolega?
-No, to mój psyjaciel. Wies, on mnie tloche bije. Mnie i Andzelikę.
-Jak to cię bije??
-No nolmalnie, tak tloskę.
-I nadal uważasz, że się z nim "ożenisz"?
-Tak, psyzwycaiłam się.

Moja mina i mojego małżona  - bezcenna. Dodam, żeby nie było - my się nie bijemy :) Swoją drogą, to nie wim, skąd Hanna bierze swoje teksty. Jeśli takie mądrości wypowiada także w przedszkolu, to chyba zaraz będziemy mieć jakąś kontrolę z MOPS-u.