Tyle się działo prez ostatnich 6 miesięcy, że nie wiem od czego zacząć...
Nowy rok rozpoczął się fatalnie - naszym pobytem w szpitalu.
Najpierw Hania dostała bardzo silnej wysypki (pokrzywki). Pojechałyśmy do lekarza, gdzie dostała steryd i receptę na leki antyalergiczne. Z auta już nie mogłam jej wyciągnąć, bo nie umiała ruszać nóżkami, zresztą miała je tak spuchnięte, że sie przeraziłam. Telefon do przychodni - mam przyjechać po skierowanie do szpitala. Na skierowaniu lekarz wypisał podejrzenie zapalenia stawów na tle alergicznym.
Szpital Dziecięcy nas nie przyjął, bo to nie zapalenie stawów. Pani doktor jedynie zdziwiła się, dlaczego moje dziecko ma takie dziwne wybroczyny na nogach, po czym kazała jechac do domu.
Jeszcze tego samego wieczoru Hania znalazła się w innym szpitalu, gdzie dostawała leki przeciwkrwotoczne i antyalergiczne. Pokątnie mówiło się o chorobie Schonleina - Henocha.
Pod koniec stycznia - ponowne badanie krwi i wyszły cuda, mieliśmy skontaktować się z hematologiem. Po testach na mononukleozę i powtórnym rozmazie wyszło na to, że pierwotny wynik badania był najprawdopodobniej błędem laboratorium.
Na razie jest OK i tego się trzymam, bo kocham tę moją cholerę nad życie :)